wtorek, 11 sierpnia 2015

Makatki

Tak naprawdę, to jedna makatka. Póki co. Makatki to takie moje oczka w głowie. Powstają co jakiś czas, powolutku i absolutnie zawłaszczają dla siebie mój czas. Ta konkretna powstała jeszcze w czerwcu i, niestety, nie doczekała się miłych dla oka zdjęć. Ot, tyle, co jej na jarmarku zrobiłam, bo chwilę później trafiła do rąk nowej właścicielki.


Tym razem sielsko-anielsko i nieco wiejsko (co by do rymu było). Aranżacja, to dzieło mojego własnego dziecięcia.



Do zabawy miała, do wyboru, kwiatki  w różnych kolorach, doniczki, dwie pary drzwi, ptaszki, garnuszki, ławeczka i buda dla psa, chmurki i słońce, które jednocześnie jest księżycem. A do tego dymiący komin albo czarny kot w kropki.

Na zdjęcia czeka też kolejna. Tym razem wymyśliłam sobie, że elementy nie będą szyte. Nie tak do końca.
Makatka jest fragmentem kuchni i, jak to w kuchni bywa, pełna jest słoiczków, garnków i innych drobiazgów. Róznica polega na tym, że każdy z tych elementów jest własnoręcznie przeze mnie malowany, zeszyty i dopełniony rzepem. I tak kubeczki można powiesić nad kuchenką, w kredensie (na guziczkach) albo postawić na stole. Możliwości jest sporo :)





1 komentarz:

  1. Ale super!!!!!!!!!! Tej nie widziałam. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń