Pokazywanie postów oznaczonych etykietą organizer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą organizer. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 września 2017

Mój Kalendarz

Mój Kalendarz to projekt, który powstał z potrzeby "ubrania" pewnego pomysłu (który nie jest mój - podpatrzyłam rozwiązanie w internecie) w ładną formę, przyjazną dla dzieci(dorosłych również) i w pełni funkcjonalną.
Nie jest "krzykliwy", jest za to czytelny, prosty w obsłudze - każdy element (wyszywany ręcznie) doczepiany jest za pomocą rzepów i doskonale nadaje się zarówno do nauki, jak i do zabawy.









czwartek, 13 sierpnia 2015

Makatka kuchenna

Wczoraj się zmobilizowałam - przestawiłam dziecię troszkę na bok, psa pogoniłam ze słoneczka, zrobiłam miejsce na balkonie i obfotografowałam kuchenną makatkę wzdłuż i wszerz.

Jest więc stół z krzesełkiem (bo czymże jest kuchnia bez porządnego stołu), kuchenka dziwnie przypominające stare dobre "Ewy" i kredens rodem z kuchni babcinej.


Na stole pożywne śniadanko: świeży chlebek i kawa zbożowa...


kubeczki zawieszone w kredensie - każdy inny, jak to z kubeczkową zbieraniną bywa...


A w szafce niezbędnik studenta: zupa pomidorowa w puszce i dżem :)


Są też wymienne elementy, które pozwalają skomponować makatkę wedle własnego widzi-mi-się:



Niemal w tym samym czasie uszyłam też trzy piórniczki z okazji zbliżającego się końca wakacji (prawda, że lepiej to brzmi niż "początek roku szkolnego"? :)

Odsłona pierwsza - słodki psiak z klapniętym uszkiem. Dwoma klapniętymi uszkami. 



Osłona druga -Piórnik Potworny 



Odsłona trzecia - piórnik raczej mało szkolny, za to przydatny. To właściwie nie piórnik, a ...no właśnie - co?. Ma kieszonki na kredki, paseczek, za który można włożyć szkicownik lub inne papierowe ustrojstwo, kieszonkę na drobiazgi, zapinaną na rzep i...małą czarną tablicę do bazgrania :) 







wtorek, 11 sierpnia 2015

Makatki

Tak naprawdę, to jedna makatka. Póki co. Makatki to takie moje oczka w głowie. Powstają co jakiś czas, powolutku i absolutnie zawłaszczają dla siebie mój czas. Ta konkretna powstała jeszcze w czerwcu i, niestety, nie doczekała się miłych dla oka zdjęć. Ot, tyle, co jej na jarmarku zrobiłam, bo chwilę później trafiła do rąk nowej właścicielki.


Tym razem sielsko-anielsko i nieco wiejsko (co by do rymu było). Aranżacja, to dzieło mojego własnego dziecięcia.



Do zabawy miała, do wyboru, kwiatki  w różnych kolorach, doniczki, dwie pary drzwi, ptaszki, garnuszki, ławeczka i buda dla psa, chmurki i słońce, które jednocześnie jest księżycem. A do tego dymiący komin albo czarny kot w kropki.

Na zdjęcia czeka też kolejna. Tym razem wymyśliłam sobie, że elementy nie będą szyte. Nie tak do końca.
Makatka jest fragmentem kuchni i, jak to w kuchni bywa, pełna jest słoiczków, garnków i innych drobiazgów. Róznica polega na tym, że każdy z tych elementów jest własnoręcznie przeze mnie malowany, zeszyty i dopełniony rzepem. I tak kubeczki można powiesić nad kuchenką, w kredensie (na guziczkach) albo postawić na stole. Możliwości jest sporo :)





środa, 8 kwietnia 2015

Na dobry początek

Za oknem wiosna... Może nie codziennie, ale dzisiaj jest ładnie. Ciepło, słonko świeci i pozytywnie nastraja do świata. A ja podwijam rękawki i wracam do pracy. Za mną kilka całkiem udanych sutaszków i stadko zabawek - parę królików, trochę różności i całkiem pokaźna stadnina. Jak z tego wybrać to, co najlepsze? Chyba na ten pierwszy raz pójdzie to, co najbardziej lubię.
Wiśniowe love...Pod takim hasłem rozgrywała się pierwsza odsłona tegorocznego konkursu Royal Stone. Moje Wiśniowe love to okazała bransoleta, która pierwotnie miała być...naszyjnikiem.




Przysięgam wam, że płynie czas, że płynie czas i zabija rany...lalalala!A co potencjalnej kobiecie lepiej leczy rany, niż nowa para kolczyków...Żartuję. Choć jedna więcej para kolczyków z pewnością nie zaboli ;)
Szklane kaboszonki z zegarami tak się do mnie uśmiechały, że grzechem było nie skorzystać.



Kolejne kolczyki powstały z recyklingu dwóch starszych, dawno już nie noszonych par. Tu się rozmontowało, tam się podcięło, podszlifowało et voilà!



Dalej... Całkiem wielkanocne króliczki (trochę, co prawda, po fakcie, ale co tam!)


I zdecydowanie mało wielkanocne koniska. 
Mało świąteczne, ale za to jakie odjechane!

Witajcie na Dzikim Zachodzie!





Indiański Wojownik Czerwone Pióro, Grimpo, Lemoniadowy Joe i Indiański Wódz Łaciate Pióro.
Uwielbiam szyć konie. Na moje nieszczęście, moja córa też to lubi. Na moje jeszcze większe nieszczęście mam miękkie serce i całkiem spora ich liczba wylądowała już w jej pokoju :)

Na koniec nieco sielsko-anielsko.
Co zrobić, jak nam ptaszysko zżera książki, czyli sowie zakładki:





Oraz jak twórczo i aktywnie spędzić wiosnę na wsi:





Jeśli dobrnęliście do końca - dziękuję :) Trzymajcie za mnie kciuki, abym tym razem wytrwała w pisaniu, tworzeniu, fotografowaniu i dzieleniu się ze światem tym, co potrafię :) 

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Z ostatniej chwili

Tym razem było sporo szycia - dwa dni, dwa organizerki, a właściwie kieszony, jedna kronika, dużo aplikacji i buntująca się maszyna.


Dla małej księżniczki:)


Dla małego księcia:)




Sutasz chwilowo leży odłogiem, ale na wszystko przyjdzie pora:)