czwartek, 29 października 2015

Książeczka dla Księżniczki

Wielu z nas ma w domu Księżniczki. Prawdziwe damy, lubujące się w brylantach, kryształkach, złocie i przepychu. Małe dziewczynki, dla których największą radością jest nowa bransoletka, kucyk - królewna, ładne pantofelki czy kokarda we włosach. Dla takich dziewczynek jest moja książeczka.


A co można zrobić z książeczką?


Można zakomponować złotą biżuterię i nauczyć się wiązać kokardki (dzięki temu mała baletnica nie pogubi w tańcu baletek).



Można uczesać konika - zapleść mu grzywę i ogon (spinki i zapasowe wstążeczki mieszczą się w torebce).



Można umeblować książęcy pokoik (im starsza będzie mała księżniczka, tym łatwiej jej będzie dopasować odpowiednie elementy).



Można ubrać małą księżniczkę w prawdziwie książęce suknie (a te, jak wiadomo, najlepiej przechowywać w szafie).



Można, w końcu, spędzić czas na zabawie, składając dwustronne puzzle w całość :)




Książeczka powstawała długo - głównie z powodu braku czasu. Ale jest i skoro podoba się mojej małej księżniczce, to liczę, że tym, dla których jest przeznaczona (czyli nieco młodszym), spodoba się (co najmniej) równie mocno. 

Książeczka, oprócz zabawy, oferuje możliwość rozwijania zdolności manualnych i pomaga rozwijać wyobraźnię. Księżniczki uczą się wiązać supełki i kokardki, dopasowywać kształty, zapinać guziczki i zamek błyskawiczny, splatać warkocze i zapinać spinki.













środa, 30 września 2015

Krótka historia o tym, jak nie wzięłam udziału w konkursie

Konkurs Royal-Stone - odsłona ostatnia. Bardzo fajna inspiracja, żywe kolory - było z czym szaleć. Zaczęłam szyć. Całkiem nieźle mi szło do pewnego momentu, a potem... No właśnie. Praca stała się jedną z tych, które niedokończone czekają na uśmiech losu. Spadek formy? Paskudny nastrój? Rękodzielnicze kompleksy? A może po prostu "zmęczenie materiału". Nie wiem. Fakt faktem, że praca jest w proszku (choć tym razem, wyjątkowo, miałam sporo czasu, by ją ukończyć).
Podobny los spotkał kolejną z royalstonowych inspiracji. Randka w Ritzu zaowocowała kompletem w kolorze złota i brązu. Naszyjnik, bransoletka i kolczyki bezpiecznie spoczywały w pudełku czekając TYLKO na zdjęcie. Serio - tylko tego brakowało. Zrobić zdjęcie i wysłać. Nie wysłałam. I znów pytanie - dlaczego? Nie wiem. Tak zwyczajnie i po prostu.




Pechowy komplecik, który poddałam na zasadzie "i tak się nie uda"...

Na szczęście igła dalej mi niestraszna. Niezależnie od siebie, choć w tym samym czasie, powstają dwa nowe projekty: książeczka dla księżniczki i mój przyszły sssskarb - wyszywana torba.
Książeczkę dopiero zaczęłam, ale tą pierwszą stroną mój mały krytyk jest zachwycony. W końcu każda dziewczynka ma w sobie coś ze sroki :) Torba...Torby właściwie jeszcze nie ma. Ale wyszywany wierzch tworzy się powolutku, przypominając mi z każdym wbiciem igły, jak fajny i wyciszający może być haft.


Myślę też nad jakimś kursikiem, tutorialem czy czymś w tym stylu dla tych, którzy zaczynają z maszyną. A nuż się komuś przyda...

czwartek, 10 września 2015

Książeczkowo

Dzisiaj o literaturze nietypowej, bo odczytywanej zmysłami. Brzmi poważnie? Bo jest poważnie, zwłaszcza dla małego człowieka, który po raz pierwszy dotykiem, wzrokiem i słuchem (a nie wykluczam, że także i smakiem ;) zapozna się z nową zabawką. Na książeczkę składa się 10 interaktywnych (jakie to ładne słowo, które tak wiele może znaczyć) stron.
Wszystkie są szyte i wyszywane, niekiedy wykańczane ręcznie, bezpieczne dla wyobraźni małego człowieka i dość kolorowe, by być ładnymi i interesującymi, a jednocześnie nie przytłaczać. I zapomnijcie o podziale chłopiec/dziewczynka=niebieskie/różowe.
Fakt - róż omijałam. Ale jest tyle innych ładnych kolorów, że to się nawet nie rzuca w oczy.
Całość połączyłam metalowymi, otwieranymi kółeczkami, więc w razie czego można książeczkę "rozebrać" na części pierwsze.

Zacznijmy więc od okładki (choć podobno po okładce się książki nie ocenia):


(związywana, żeby nie było zbyt wielu guziczków i czepiających się wszystkiego rzepów).
A dalej...
Ptaszek to, czy listek?



Drzewko owocowe sąsiaduje z łąką pełną kwiatów, motyli, pszczółek i biedronek



Ciemne deszczowe niebo, czerwone ptaki i szeleszczący deszcz






Krecik, jak i książeczka, nieco nietypowy, bo w kropki. A kto powiedział, że kreciki nie mogą być modne?!  A gdzie krecik buszuje, tam i marchewki znajdziesz (i różne takie tam)





A kiedy pozbierasz warzywa, zrób pyszną zupkę. Taką z prądem...tfu! z piorunami :)




A na koniec...
Podstawą zdrowego odżywiania są owoce, nieprawdaż?



Już niedługo książeczka trafi do małego człowieka, dla którego była uszyta. Mam nadzieję, że przyniesie mu dużo radości, a może i czegoś nauczy.

Przede mną kolejne wyzwania. Adresat jeszcze nieznany, ale wiem, że jednym będzie zapewne dziewczynka (tu polecę jednak stereotypami na temat - róż jest dla bab), druga zaś dla amatorów strachów i straszydeł.







czwartek, 13 sierpnia 2015

Makatka kuchenna

Wczoraj się zmobilizowałam - przestawiłam dziecię troszkę na bok, psa pogoniłam ze słoneczka, zrobiłam miejsce na balkonie i obfotografowałam kuchenną makatkę wzdłuż i wszerz.

Jest więc stół z krzesełkiem (bo czymże jest kuchnia bez porządnego stołu), kuchenka dziwnie przypominające stare dobre "Ewy" i kredens rodem z kuchni babcinej.


Na stole pożywne śniadanko: świeży chlebek i kawa zbożowa...


kubeczki zawieszone w kredensie - każdy inny, jak to z kubeczkową zbieraniną bywa...


A w szafce niezbędnik studenta: zupa pomidorowa w puszce i dżem :)


Są też wymienne elementy, które pozwalają skomponować makatkę wedle własnego widzi-mi-się:



Niemal w tym samym czasie uszyłam też trzy piórniczki z okazji zbliżającego się końca wakacji (prawda, że lepiej to brzmi niż "początek roku szkolnego"? :)

Odsłona pierwsza - słodki psiak z klapniętym uszkiem. Dwoma klapniętymi uszkami. 



Osłona druga -Piórnik Potworny 



Odsłona trzecia - piórnik raczej mało szkolny, za to przydatny. To właściwie nie piórnik, a ...no właśnie - co?. Ma kieszonki na kredki, paseczek, za który można włożyć szkicownik lub inne papierowe ustrojstwo, kieszonkę na drobiazgi, zapinaną na rzep i...małą czarną tablicę do bazgrania :) 







wtorek, 11 sierpnia 2015

Makatki

Tak naprawdę, to jedna makatka. Póki co. Makatki to takie moje oczka w głowie. Powstają co jakiś czas, powolutku i absolutnie zawłaszczają dla siebie mój czas. Ta konkretna powstała jeszcze w czerwcu i, niestety, nie doczekała się miłych dla oka zdjęć. Ot, tyle, co jej na jarmarku zrobiłam, bo chwilę później trafiła do rąk nowej właścicielki.


Tym razem sielsko-anielsko i nieco wiejsko (co by do rymu było). Aranżacja, to dzieło mojego własnego dziecięcia.



Do zabawy miała, do wyboru, kwiatki  w różnych kolorach, doniczki, dwie pary drzwi, ptaszki, garnuszki, ławeczka i buda dla psa, chmurki i słońce, które jednocześnie jest księżycem. A do tego dymiący komin albo czarny kot w kropki.

Na zdjęcia czeka też kolejna. Tym razem wymyśliłam sobie, że elementy nie będą szyte. Nie tak do końca.
Makatka jest fragmentem kuchni i, jak to w kuchni bywa, pełna jest słoiczków, garnków i innych drobiazgów. Róznica polega na tym, że każdy z tych elementów jest własnoręcznie przeze mnie malowany, zeszyty i dopełniony rzepem. I tak kubeczki można powiesić nad kuchenką, w kredensie (na guziczkach) albo postawić na stole. Możliwości jest sporo :)





wtorek, 7 lipca 2015

Niemal z ostatniej chwili

Parę dni temu skończyłam kilka drobiazgów...Miło było oderwać się na trochę od tego, co zwykle robię - od igły, maszyny, nożyczek (no...niezupełnie) i nici, względnie koralików i sznurków na rzecz starego dobrego papieru, nożyczek (no właśnie!) i kleju. I farbek, i pędzelków i kilku wycinanek. W ten sposób powołałam do życia dwie ślubne kartki (z których tylko jedna doczekała się sensownego uwiecznienia) i jedno wyjątkowe pudełeczko - wyjątkowe, bo upamiętnia narodziny nowego małego człowieczka - Franka. A że Franek ma jeszcze starszą siostrę, to przy okazji wygrzebałam stare zdjęcie jej własnego pudełeczka.
Ale od początku...



Siostra i brat, czyli dla każdego coś nowego...




A że zaległości mam spore, to dorzucę jeszcze sutaszowy wianek komunijny dla Natalki. Zdjęcie wykorzystałam za pozwoleniem mamy Ani, ale szczerze przyznam, że nie mam pojęcia, kto jest autorem - mam nadzieję, że ten ktoś (lub ta) nie będzie mi miała tego za złe.


Reszta jeszcze musi swoje odczekać, w tym kolejna interaktywna makatka - jak się dzisiaj okazało, potrafi zająć ludzi w każdym wieku :)